Rafał Księżyk o wytwórni Dischord Records | Wschód Kultury – Inne Brzmienia
PL EN UKR
a

Rafał Księżyk o wytwórni Dischord Records

Prezentacja najciekawszych niezależnych wytwórni muzycznych to już stały, mocny punkt Innych Brzmień. Tym razem, po raz pierwszy w historii festiwalu, w Lublinie gościć będą reprezentanci oficyny ze Stanów Zjednoczonych, oficyny bardzo szczególnej. 

Działająca od 41 lat Dischord Records jest prawdziwą instytucją sceny niezależnej i legendą, która niezmiennie przemawia do kolejnych generacji słuchaczy. Próżno szukać drugiego takiego wydawnictwa, które z równą konsekwencją wcielałoby ideę do-it-yourself. W efekcie Dischord to zdecydowanie coś więcej niż muzyka, to kulturowa misja, realizowana bez zadęcia, jakby mimochodem przy okazji grania. Przesłanie tej historii jest krzepiące: działająca lokalnie, w oparciu o wspólną pasję, grupa sprawdzonych przyjaciół jest nie do pokonania i zyskać może globalny zasięg.

Wydawniczy ruch, działający w myśl zasady „zrób to sam” zaczął podbijać muzyczny świat u schyłku lat 70. XX wieku wraz z punkrockową rewoltą. Skoro każdy może założyć zespół i każdy może grać, to każdy może również wydać płytę i ją rozpowszechniać. Dziś, gdy głównym kanałem dystrybucji muzyki są platformy streamingowe, a za studio nagraniowe wystarcza komputer, takie stwierdzenie jest oczywistością, ale wtedy niezależni wydawcy przecierali pionierskie ścieżki. Niewielu z nich sprostało deklaracjom młodzieńczego idealizmu – większość niezależnych wytwórni zrodzonych na punkrockowej i postpunkowej fali kończyła swą karierę po kilku wydawnictwach, a te, którym się powiodło, najczęściej z czasem wikłały się w dystrybucyjne związki z wielkim biznesem, bądź były przezeń wykupywane. Dischord, wyrastający z tego korzenia, poradził sobie zupełnie inaczej.

Na początku była, rzecz jasna, muzyka i grupa nastolatków z Washington, D.C., którzy zainspirowani punk rockiem założyli własny zespół. Był wśród nich Ian MacKay, który decyzję o graniu podjął w wieku niespełna 17 lat, po tym, jak zobaczył koncert The Cramps. Wspominał, że był pod wrażeniem kontaktu z niewidzialną dotąd społecznością, która zebrała się na plemienne święto. Ten społeczny aspekt, ta szczególna relacja jaką stwarza muzyka, ukierunkowały jego działalność na zawsze. Był rok 1979, zespół nazywał się The Teen Idles, grał surową, hałaśliwą muzykę, którą potem okrzyknięto proto-hardcorem i przetrwał niespełna 12 miesięcy. Gdy chłopcy postanowili się rozejść, okazało się, że mają we wspólnej kasie 600 dolarów z koncertowych zarobków. Postanowili wydać je na płytę, która byłaby pamiątką po The Teen Idles i własnym sumptem pod koniec 1980 roku wypuścili 1000 egzemplarzy 7” EP-ki „Minor Disturbance”. Sami uczestniczyli w produkcji nagrań, opracowaniu projektu graficznego okładki i wprowadzeniu singla do niezależnej dystrybucji. Takie było pierwsze wydawnictwo Dischord Records. A wypracowany wówczas sposób działania miał stać się niezmiennym standardem wytwórni.

Singiel zyskał pewną popularność i przyniósł dochód, który został przeznaczony na kolejne wydawnictwa. MacKay i ex-perkusista The Teen Idles, Jeff Nelson zajęli się prowadzeniem wytwórni i przyjęli kilka zasad, którym Dischord pozostaje wierny do dziś: wydają tylko lokalne zespoły z Washington, D.C., obchodzą się bez kontraktów i prawników. Lokalnych zespołów nie brakowało, a najważniejszym z nich okazał się Minor Threat, stworzony przez MacKaya i Nelsona. Z czasem Minor Threat zaczęto wymieniać, obok Bad Brains i Black Flag, jako twórców najbardziej wpływowych brzmień amerykańskiej alternatywy całej dekady. Działający niespełna trzy lata zespół pozostawił coś więcej niż tylko muzykę – trwająca 46 sekund piosenka z ich pierwszego singla „Straight Edge”, wydanego oczywiście przez Dischord, dała nazwę całemu ruchowi. Straight edge wymierzony był przeciwko nihilizmowi punka, wzywał do odrzucenia alkoholu, narkotyków i przypadkowego seksu, i zyskał oddźwięk na całym świecie, łącznie z Polską, gdzie nadawał ton niezależnej scenie początku lat 90. MacKaye odciął się od bycia prorokiem tego nurtu, ale nigdy nie wygasił społecznikowskiej pasji. Działał na rzecz lokalnej społeczności, rozkręcał akcje na rzecz kontrolowania przez artystów cen koncertowych biletów, wsparcia prawnego muzyków oraz przeciwdziałania przemocy na koncertach, produkował także nagrania młodych artystów, m.in. debiut twórczyń ruchu Riot Grrrl, Bikini Kill. Wspólne granie i słuchanie muzyki zawsze było w jego odczuciu fundamentem, sprzyjającym budowaniu wolnych od kalkulacji społecznych więzi.

Ale przecież nie tylko o idee tu chodziło. Od początku lat 80. Dischord stał się marką niezrównaną jeśli chodzi o bezkompromisowe gitarowe granie. Pierwszą falę „brzmienia D.C.” wyznaczyły zespoły S.O.A., Government Issue, Youth Brigade i Scream, a potem: Rites of Spring, Beefeater, Soulside, Embrace, Dag Nasty. W końcu lat 80. Dischord wszedł w swój złoty okres, wraz z takimi zespołami, jak najbardziej wpływowy i długowieczny projekt MacKaya – Fugazi, a także Nation of Ulysses, Lungfish, Shudder To Think, Jawbox, Ignition. W latach 90. dołączyli: Slant 6, Hoover, Bluetip, Make-Up, Black Eyes i El Guapo. W nowym wieku: The Evens, French Toast, Soccer Team. Za sprawą tych zespołów można by opowiedzieć historię ewolucji amerykańskiej muzyki niezależnej ostatnich 40 lat. Dischord zaczynał od proto-hardcore, zdefiniował hardcore, a potem zapowiedział ewolucję post-hardcore i emo.

Etykietki z dziennikarskiego słownika nijak się jednak mają do pasji, emocji i energii, którymi buzuje granie podopiecznych Dischordu. Na szczęście tego wszystkiego będzie można doświadczyć na Innych Brzmieniach, podczas koncertów artystów, którzy reprezentują kolejne fazy rozwoju „brzmienia D.C.”.

Scream, zespół działający z przerwami od 1981 roku, był u źródeł eksplozji waszyngtońskiej sceny hardcore i przywołuje tamtą energię po dziś dzień. To z nimi grał Dave Grohl zanim dołączył do Nirvany. W Lublinie obok klasyków zagrają też materiał z nadchodzącego nowego albumu.

Soulside, formacja, która podczas swej pierwszej wizyty w Europie w 1989 roku grała trasę z Dezerterem, zapisała się jako jeden ze sztandarowych reprezentantów klasycznego okresu Dischordu. Powróciła na scenę kilka lat temu i szykuje nową płytę.

Girls Against Boys, grupa powstała w oparciu o muzyków Soulside, nigdy nie nagrywała dla Dischord, ale była jednym z najważniejszych w latach 90. przedstawicieli posthardcore’owego grania z Washington D.C. Okazją do koncertu w Lublinie jest wznowienie ich klasyka z tamtej epoki, albumu „House of GVSB”.

Escape-ism,kameralny projekt Iana Svenoniusa, wokalisty, który z przeszło 20 albumami na koncie należy do centralnych postaci sceny skupionej wokół Dischordu. Dość przypomnieć, że to on był frontmanem Nation of Ulysses i The Make-Up. Pisze też książki i kręci filmy – najnowszy z nich „The Lost Records” zaprezentuje w Lublinie.

Logo Dischord Recorcs